Ekspert: rosyjskie manipulacje o wojnie 1920 roku trzeba dementować
Marsz Armii Czerwonej w 1920 roku na zachód nie był podbojem, a jedynie odpowiedzią na „polską agresję” i imperialną politykę Józefa Piłsudskiego - głosi dziś rosyjska propaganda. Według przedstawianych w Rosji informacji, Polacy „zamęczyli” w czasie tamtej wojny tysiące jeńców w „obozach koncentracyjnych”, zaś mit o obronie Europy przed bolszewizmem głoszą dziś tylko po to, aby rekompensować sobie poczucie niższości wobec Rosji.
PAP zapytała naczelnika Oddziałowego Biura Upamiętniania Walk i Męczeństwa IPN w Krakowie dra Macieja Korkucia, jak reagować na rosyjską propagandę historyczną, którą kremlowskie media rozpowszechniają w czasie ważnych dla Polski rocznic. Jego zdaniem do tych kłamstw trzeba się odnosić. Nie zatrzyma to co prawda rosyjskiej machiny propagandowej, ale jej przemilczanie może zwiększyć jej skuteczność.
Korkuć zwrócił uwagę, że Rosjanie nie lubią przyznawać, iż ponieśli w 1920 roku klęskę, bo nie współgra to z wielkomocarstwową polityką historyczną Kremla. Mają zarazem świadomość, że w czasie wojny polsko-bolszewickiej Polacy bronili niepodległości, odnosząc pod Warszawą zwycięstwo.
Jak przypomniał ekspert, zostało ono przypieczętowane w stoczonej we wrześniu 1920 roku w Bitwie nad Niemnem. W jego opinii bitwa ta - razem z warszawską - uniemożliwiła ostatecznie sowietom zorganizowanie kontrofensywy, a w konsekwencji zablokowała im marsz dalej na Zachód Europy. – W Polsce mamy więc poczucie dumy ze zwycięstwa – zauważył Korkuć, odnosząc się do rosyjskiej narracji o „polskim kompleksie niższości”.
Jego zdaniem prawda o tej wiktorii kłóci się w dzisiejszej Rosji z reaktywowanym przez Putina mitem o Armii Czerwonej jako o sile zawsze „wyzwolicielskiej” i niezwyciężonej. Dlatego Moskwa potrzebuje pomniejszania znaczenia zwycięskiej dla Polski bitwy.
Historyk przypomniał, że od czasów Lenina po lata 80. Rosjanie tak opowiadali o wojnie 1920 roku, aby nie eksponować własnej klęski. Nie traktowano więc wojny z Polską odrębnie, tylko wpisywano ją w walkę z obcą interwencją i z białymi. Polaków zaś obsadzano w roli imperialistów, ale niesamodzielnych, tylko będących na usługach bogatych krajów kapitalistycznego Zachodu.
– W sowieckiej propagandzie przedstawiano Polskę jako wściekłego psa na smyczy Ententy – zauważył historyk. Dodał, że równocześnie w bolszewickich elitach istniała świadomość przegranej i tego, że to Polska popsuła plany ekspansji rewolucji bolszewickiej na zachód Europy. Ekspert przypomniał, że Lenin jesienią 1920 roku mówił, że bolszewicy byli już blisko celu i gdyby nie stanęła im na drodze Polska, poszliby dalej.
Zapytany o rozpowszechnianą przez kremlowską propagandę narrację o sowieckich jeńcach zamordowanych rzekomo przez Polaków, ekspert ocenił, że temat pojmanych czerwonoarmistów bardzo długo pozostawał celowo przemilczany. – Najpierw trzeba by się przecież przyznać do przegrania jakiejś wielkiej bitwy i utraty kilkudziesięciu tysięcy żołnierzy, którzy poszli do niewoli – zauważył historyk.
Propagandowy mit o polskiej zbrodni na jeńcach został wykreowany dopiero za czasów Michaiła Gorbaczowa, przed 50. rocznicą zbrodni katyńskiej. Jak przypomniał polski historyk, Gorbaczow uznał wówczas, że dalsze zaprzeczanie sprawstwa sowieckiego w odniesieniu do Katynia jest bardziej kosztowne niż przyznanie się do niego.
– Oczywiście nawet przyznanie, że to NKWD wymordowało polskich jeńców w Katyniu robiono po sowiecku, dlatego na polecenie Gorbaczowa rozpoczęto poszukiwania w archiwach, aby znaleźć na Polaków coś, co można by uznać za przeciwwagę dla tej zbrodni – wyjaśnił Korkuć. Fałszywa opowieść o rozstrzeliwanych i torturowanych jeńcach z 1920 roku miała być w jego opinii w rosyjskiej propagandzie swoistym remedium na zbrodnię katyńską.
Za czasów Putina ta narracja została „wzbogacona” i z czasem zaczęto używać pojęcia „polskie obozy koncentracyjne”. – Równie fałszywego jak opowieść o jeńcach, którzy mieli być rzekomo ofiarami tych obozów – ocenił Korkuć.
W rzeczywistości – zaznaczył ekspert – w różnych, nie tylko polskich obozach jenieckich po I wojnie, występowała duża śmiertelność m.in. ze względu na trudne warunki sanitarne i szalejącą grypę hiszpankę oraz inne epidemie. Stłoczeni tam żołnierze umierali w sposób naturalny, także z niedożywienia.
W opinii Korkucia Polska nigdy nie miała w sprawie jeńców pojmanych w wojnie polsko-bolszewickiej nic do ukrycia. – Nie było żadnej tajemnicy, bo nie było czego ukrywać. Nie było żadnej masowej zbrodni – podkreślił historyk. Wszystkie nazwiska jeńców rejestrowano, a zmarłych chowano we wspólnych mogiłach z Polakami, Ukraińcami i innymi ofiarami wojny. Na krakowskich mogiłach do dziś są tablice informujące, kto w nich spoczywa i są wśród nich sowieccy jeńcy.
Zupełnie inaczej wyglądały jego zdaniem prawdziwe zbrodnie wojenne, popełniane przez NKWD. Zabijano zawsze na zamkniętych obszarach, a ofiar nie chowano na zwykłych cmentarzach, tylko w specjalnych miejscach, aby można było wszystko ukryć.
W wyniku Bitwy Warszawskiej 1920 roku straty strony polskiej wyniosły ok. 4,5 tys. zabitych, 22 tys. rannych i 10 tys. zaginionych. Straty zadane Sowietom nie są znane. Przyjmuje się, że ok. 25 tys. żołnierzy Armii Czerwonej poległo lub zostało ciężko rannych, 60 tys. trafiło do polskiej niewoli, a 45 tys. zostało internowanych przez Niemców.
Rosyjska propaganda rozpowszechnia także inną narrację historyczną, zgodnie z którą to Polska była w tej wojnie agresorem, bo zaatakowała pierwsza. W opinii badaczy tego okresu polskie uderzenie wyprzedzające na Ukrainie z kwietnia 1920 roku było konieczne, aby udaremnić plany rosyjskiego ataku zaplanowanego na Białorusi, o których Polacy dowiedzieli się po złamaniu sowieckich szyfrów.
Dr Paweł Libera na portalu przystanekhistoria.pl tłumaczył, że główną przyczyną wybuchu wojny polsko-bolszewickiej było zagrożenie dla niepodległości odradzającej się Polski oraz próba wcielenia w życie idei permanentnej rewolucji.
Według historyka Polacy słusznie potraktowali działania wojsk bolszewickich na zajmowanych terenach, gdzie instalowano marionetkowe rządy komunistyczne, jako akty agresji. W lutym 1919 roku bolszewicy utworzyli Litewsko-Białoruską Socjalistyczną Republikę Rad ze stolicą w Wilnie. Z kolei na przełomie 1918 i 1919 roku uderzyli na Ukraińską Republikę Ludową, a w styczniu 1919 roku proklamowali powstanie Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej ze stolicą w Charkowie, by w lutym zdobyć Kijów.
Anna Gwozdowska (PAP)
agw/ pś/ lm/
Polska, Warszawa









